Z rozmyślań przy śniadaniu



Teksty i muzyka: J. Kuderski, W. Kuderski, P. Myszor, W. Powaga, A. Rojek



’Zwykły dzień’


Do fontanny wrzucam grosz
Na rowerze ktoś rekord bije swój
Ktoś oczyścił brudny staw
Ktoś przekroczył wpław
Rzekę wspomnień złych

Dzień, zwykły dzień
Deszcz na twarzy
Czarno-biały film, komedia
Ludzi w kinie tłum

Gdzieś o pięćset kroków stąd
W ręku niesie ktoś
Pełno różnych spraw
Może kupię sobie psa
Może lepiej lwa
Kobiet będzie w bród

Dzień, zwykły dzień
Deszcz na twarzy
Czarno-biały film, komedia
Ludzi w kinie tłum 



’Scenariusz dla moich sąsiadów’


Kiedy powrócisz już, ja będę czekał
Ulicą pójdę wzdłuż, kupię gazetę
Zabiorę z sobą psa, usiądę na ławce
Skończę scenariusz by gotowy był

Wieczorem, wieczorem przed mym domem
Wystawię ekran i wyświetlę film
Coś o mnie i o tobie
Będę leczył chore sąsiadów sny

Z nieba przyleciał mój wielki przyjaciel
Kiedy lądował, ja jadłem kanapkę
Wyśnił, że chyba jest chorym człowiekiem
Usiądź wygodnie i nie martw się, bo

Wieczorem, wieczorem przed mym domem
Wystawię ekran i wyświetlę film
Coś o mnie i o tobie
Będę leczył chore sąsiadów sny


’Przebudzenie’


Zapomniałem zrobić wczoraj
Tego co miałem zrobić dziś
Bardzo wcześnie, kiedy wstałem
Mój świeży umysł nagle znikł
Wpatrzony ciągle w mleczną zupę
Połykam ostatni dym
Tak wiele znowu dziś straciłem
A może by tak

Poddać duszę chemicznym środkom
A do mózgu podpiąć prąd
Poddać duszę chemicznym środkom
Aby zrozumieli mój własny błąd

Na ulicy szukam śmieci
Którymi mógłbym wyżywić mózg
Nie pomaga mi szacunek
I tak długo nie mogę już
Wpatrzony ciągle w mleczną zupę
Połykam ostatni dym
Tak wiele znowu dziś straciłem
A może by tak

Poddać duszę chemicznym środkom
A do mózgu podpiąć prąd
Poddać duszę chemicznym środkom
Aby zrozumieli mój własny błąd

Błąd, mój własny błąd, błąd

’Uciekinier’


I znów mój duch połyka lęk
Jak martwy człowiek wchłaniam śmierć
Nie widzę nic, nie słyszę nic
Tracę puls i ciało swe
Na drodze krzyż zatrzymał mnie
Kazał mi żyć, pozwolił stać
Pozwolił iść, pozwolił mi być

To czerwień jest kolorem krwi
Maluje krwią na ciele mym
Wbijam gwóźdź głęboko tak
By poczuć siłę i poczuć strach
Dotknij mnie i powiedz mi
Pozwól mi iść i napisz krwią
Na ciele mym, że warto żyć

Stworzony by biec w pogoni za swoim dniem
Przed lękiem uciec chcę by dalej żyć

Stworzony by biec, nie może zatrzymać się
Na zawsze zostać chcę by dalej żyć
By dalej żyć

I znów mój duch połyka lęk
Jak martwy człowiek wchłaniam śmierć
Nie widzę nic, nie słyszę nic
Tracę puls i ciało swe

Chcę dalej żyć


’Anioł’


Biały anioł z nieba spadł
Spojrzał na mnie i wstał
Całkiem nagi i piękny był
Anioł tak jak ptak

Na ulicy deptał strach
Godził noce z dniem
Człowiek wskazał na gardło swe
Dławiąc się swym złem

Czy kiedyś będę mógł być takim jak on
I patrzeć prosto w śmierć
Czy kiedyś będę mógł być białym aniołem
I godzić noce z dniem

Na swe pióra przyjął krew
A na zmysły ból
Ponad ziemię uniósł go wiatr
By istnieć tylko wśród gwiazd

Czy kiedyś będę mógł być takim jak on
I patrzeć prosto w śmierć
Czy kiedyś będę mógł być białym aniołem
I godzić noce z dniem


’Margaret’


Stanąłem w drzwiach i upadłem na twarz
Pierwszy raz zrozumiałem coś
Kochałem swój cień
Ja nie liczyłem się, widzę jak
Mój cień dogania mnie

Moje ciało to rzecz
Moja radość jeden dźwięk
Zamknę oczy aby schować się
Moje życie to wiatr
Z moim cieniem jestem sam

Ukryta twarz oznacza, że wiesz
Coś z czym nikt nie godzi się
Dziwny sen, na ścianie plama krwi
Białe światło chce do niego iść

Moje ciało to rzecz
Moja radość jeden dźwięk
Zamknę oczy aby schować się
Moje życie to wiatr
Z moim cieniem jestem sam

To wstyd, to złość, to dzień
To noc, to blask, to cień, to znak
Że miłość jest tym czego chcę

To wstyd, to złość, to dzień
To noc, to blask, to cień, to znak
Że miłość jest


’Filmowa miłość’


Maniakalny kolekcjoner min
Mój ulubiony film
Bohater dnia
Lepiej będzie mi
Nie mogę patrzeć na swój cień
Nienawidzę się
Ostatni raz
Biorę pigułki przed snem

Filmowa miłość, fikcyjna zdrada
Morderczy środek na mój mózg
Na mój ból, na mój wzrok, na mój słuch
Na mój mózg, na mój ból, na mój wzrok
Na mój słuch

Pokrzywione myśli w głowie mej
Bardzo chory dzień
Ostatni raz
Biorę pigułki przed snem
Pamiętam noc
Czułem mój perwersyjny lęk
Wyjąłem broń
Strzeliłem sobie w łeb

Filmowa miłość, fikcyjna zdrada
Morderczy środek na mój mózg
Na mój ból, na mój wzrok, na mój słuch
Na mój mózg, na mój ból, na mój wzrok
Na mój słuch


’Z rozmyślań przy śniadaniu’


Znowu świt, wyczerpana noc
Oczy gwiazd dawno zamknął wiatr
Przemywając twarz, uciszam gwar
Jeszcze ciepłych snów
Gęsta mgła kryje senny świat

Z nieba spadł anioł z twarzą psa
Stary most stoi tam, gdzie stał

Wychodzę z domu i mówię sobie
Że będzie to ostatni dzień, kiedy jestem

Pusty szept zalał pusty park


’Przemijania’


Co pewien czas zmienia się wiatr
Jesteśmy jak czarny dym
Rozciągnięty nad światem tak
Mały strach, kruchy gniew
Strzepany z powiek pył
Wypełnia pieśń o przyszłych dniach

Kropla tu, szczypta tam
Każdy z nas zostawia ślad
Jak oddech fal i w muszli szum
Obcy z gwiazd, nocna ćma
Żeś był - kształt w klepsydrach zmian
Strzelają tam gdzie przysypia wiatr


’Dwie myśli’


W twojej szafie zamknę się
Siądę w kącie i czekał będę
Kiedy przyjdziesz, wyjdę z niej
Nie, nie wyjdę, wystraszysz się
Będę czekał, kiedy znów
W swojej kuchni podejmiesz próbę
Rozcinania głowy ostrym nożem

Z mózgu wyjmiesz myśli dwie
Te najbardziej cię męczące
Z nową myślą wyjdziesz stąd
Staniesz w świetle i odetchniesz
Gdybyś tak te myśli dwie
Pozostawił w swojej głowie
Strach ma przecież wielkie oczy

Ciągle czekam
Schowany w kącie szafy twej
Patrzę i płaczę
Z modlitwą na ustach by ocalić cię

Obłąkany idziesz w przód
Krok po kroku jak maszyna
Myślisz sobie co za wstyd
Ty tak wielki i tak skończyłeś
Pomyśl sobie jeszcze czas
Mógłbyś teraz się zatrzymać
Noc jest przecież bardzo długa

Ciągle czekam
Schowany w kącie szafy twej
Patrzę i płaczę
Z modlitwą na ustach by ocalić cię

Ciągle czekam


’Zawód fotograf’


Na ścianie twarze, których wizerunkiem żywisz się
Utrwalasz głowy obiektywem w swojej maszynie
Teraz wiesz, kradniesz dusze poprzez zdjęcia swe
Teraz wiesz, w swoim życiu zagubiłeś się
Na ścianie twarze, których wizerunkiem żywisz się
On fotograf, dziki wampir, pije ludzką krew
On fotograf żyje obcy w swoim ciele

Teraz wiesz, kradniesz dusze poprzez zdjęcia swe
Teraz wiesz, w swoim życiu zagubiłeś się
Na ścianie twarze, których wizerunkiem żywisz się

Na ścianie twarze, których wizerunkiem żywisz się


Głosy’


Nie wiem kim jestem sam
Nie wiem kim mogę być
Nie wiem nic
Rany i krew swą znam
Ciało i zapach mam
Nie wiem skąd

Spójrz w lustro, zerwij twarz
Prawdziwą twarz dziś masz

Nie wiem kim jestem sam
Nie wiem kim mogę być
Nie wiem nic
Zagubieni w swoich snach
W pustych domach pośród krat

Kochajmy więc samotność, pieśćmy ją
Kochajmy więc samotność, tulmy ją
Kochajmy więc samotność, śpijmy z nią

Dzika wilgotna złość
Spływa na moją skroń
I rodzę się z nią
Chłodzi mnie zimny wiatr
Boję się siebie sam
W ustach mam stal

Chodź ze mną, nie bój się mnie
Umarłeś to nie jest sen
Nie wiem kim jestem sam
Nie wiem kim mogę być
Nie wiem nic
Zagubieni w swoich snach
W pustych domach pośród krat

Kochajmy więc samotność, pieśćmy ją
Kochajmy więc samotność, tulmy ją
Kochajmy więc samotność, śpijmy z nią

Zagubieni w swoich snach
W pustych domach pośród krat

Kochajmy więc samotność, pieśćmy ją
Kochajmy więc samotność, tulmy ją
Kochajmy więc samotność, śpijmy z nią


’Do utraty tchu’

W nicości morza trwam
Wzruszenia ciągły brak
Szare niebo pełne ludzkich dusz
Chyba chciałbym już tam być

Rozkołysany dzień
Opuścił ziemski brzeg
Moja głowa pełna myśli jest
Jak nabrzmiały z ptaków krzew

Podobny chmurom zbieg
Prowadzi wszędzie mnie
Gdzie zmysły gubią sens
Gdzie czarny pada śnieg
Powoli tracę wzrok
Co mogę zrobić to
Żyć do utraty tchu

Zawrócić zdążę, wiem
Zaskoczę światłem zmierzch
Gdzieś na końcu świata odnajdę się
Chyba chciałbym już tam być

Podobny chmurom zbieg
Prowadzi wszędzie mnie
Gdzie zmysły gubią sens
Gdzie czarny pada śnieg
Powoli tracę wzrok
Co mogę zrobić to
Żyć do utraty tchu

Nie wiem czy zdążę


’Myszy i ludzie’


To znów ja, chciałem być chwilę sam
Mówią mi w rozmowach, że to głupie jest
W każdą noc, w każdy dzień
Wielki ból i przerażenie
W każdą noc, w każdy dzień, wielki ból

To znów ja, wchłonięty wstyd gdzieś schował się
Każdy wiersz pełen jest głupich zdań
W każdą noc, w każdy dzień
Wielki ból i przerażenie
W każdą noc, w każdy dzień
Wielki ból i przerażenie

Dzika noc, dziki dzień
Wielki strach i przerażenie
Mówią źle, mówią zły, mówią wariat

Miałem kiedyś plan zostawić wszystkich was
Odmienić dziwny los, zbudować sobie raj
Zaczepić myśli gdzieś, gdzie nie dochodzi śmiech
Gdzie żaden ślepy szpieg nie rozszyfruje mnie

Miałem kiedyś plan oszukać własny strach
Bez okien kupić dom, pod drzwi podstawić stół
Lecz zrozumiałem, że kiedy ściemnia się
To z was wychodzi zło
Pożera wszystkich, nie ja, nie ja

W każdym z was jest wariat, w każdym z was


’Fabryczna’

Stare domy, stara ulica
Wpisane w krajobraz życia
Na tej ulicy stara fabryka
Strasząca postura dzika

Zniszczone czasem domy
Niebo śpiące na dachach
Wszystko razem wpisane jest
W krajobraz mojego życia

To mój dom, właśnie on

Szare liście na szarych drzewach
Komin ciężko oddycha
A w małych oknach na parapetach
Zieleń krzyczy w donicach

To mój dom, właśnie on


’Wielki błękit’


Jesteś jak perła, w słońcu lśnisz
W morzu śpisz, błękitem oddychasz
Ocean jest twoją krwią, twoją krwią
W srebrzystej sukni obok mnie stoję sam
Na szyi swej nosisz złoty znak
To ty i ja, ty i ja

Chodź ze mną płyń, chodź ze mną patrz
Ocean drży, srebrnym klejnotem jesteś w nim

Chodź ze mną płyń, chodź ze mną patrz
Ocean drży, srebrnym klejnotem jesteś w nim
Tak delikatna proszę płyń

W wielkim błękicie może znów narodzimy się
Wtedy dotknę, poczuję zapach twój
Będę kochał cię, kochał cię

Chodź ze mną płyń, chodź ze mną patrz
Ocean drży, srebrnym klejnotem jesteś w nim

Chodź ze mną płyń, chodź ze mną patrz
Ocean drży, srebrnym klejnotem jesteś w nim
Tak delikatna proszę płyń

’James, radiogłowi i żuk z rewolwerem jadą do nikąd’


Lista pięciu płyt wszechczasów
Zastępuje cały świat
W dźwiękach deszczu, chmurach, drzewach
Dom miłości stoi sam
Nie muszę teraz spać

W opowieściach starszych kobiet
Z rewolwerem pełza żuk
A do nikąd jadę z tobą
Gdy powietrze męczy głód

Nie muszę pić, nie muszę
Nie muszę jeść
Nie muszę nawet spać

Kiedy tęsknię do znajomych
Przyjacielem zawsze James
A gdy nie przychodzi miłość
Radiogłowi śmieją się

Nie muszę pić, nie muszę
Nie muszę jeść
Nie muszę nawet spać