Miłość w czasach popkultury



Teksty i muzyka: J. Kuderski, W. Kuderski, P. Myszor, W. Powaga, A. Rojek


’Chłopcy’


Wieczorami chłopcy wychodzą na ulicę
Szukają czegoś co wypełni im czas
Rzucają kamieniami w koła samochodów
I patrzą na spódnice dziewczyn
Które nie chcą ich znać

Wieczorami chłopcy wychodzą na ulicę
Bo wieczorami nie widać szarości
Nie widać brudnych ulic
A latarnie nie świecą
I można udawać, że można na spacer pójść

Wieczorami chłopcy wychodzą na ulicę
Marzą o życiu w dalekich krainach
Spoglądając w puste lornetki butelek
Dyskutują o amerykańskich filmach

Wieczorami chłopcy wychodzą na ulicę
Siadają na chodniku i palą jointy
Robią wszystko, żeby stąd uciec
Kiedy wreszcie mogą
To wtedy nie mogą się ruszyć


’Nienawiść’


I nagle skończy się to wszystko w co wierzysz
Co kochasz zasypie śnieg
Dziki uniesie Cię wiatr
Upuści Cię nagle, uderzysz
Ufałeś mu tak

Ale Ty nigdy nie poddasz się

Nie wierz nigdy nie
W tych co ciągle udają i ciągle uśmiechają się
Nie wierz nigdy nie
W to niebo, które zawsze niebieskie jest

Ale Ty nigdy nie poddasz się
Chcesz zabić i zniszczyć, zniewolić nienawiść
Ja też


’Długość dźwięku samotności’


I nawet kiedy będę sam nie zmienię się
To nie mój świat
Przede mną droga, którą znam
Którą ja wybrałem sam

Tak zawsze genialny, idealny muszę być
I muszę chcieć super luz
I już setki bzdur
I już to nie ja

I nawet kiedy będę sam nie zmienię się
To nie mój świat
Przede mną droga, którą znam
Którą ja wybrałem sam

Wiesz lubię wieczory
Lubię się schować na jakiś czas
I jakoś tak nienaturalnie, trochę przesadnie
Pobyć sam, wejść na drzewo
I patrzeć w niebo tak zwyczajnie tylko że
Tutaj też wiem kolejny raz
Nie mam szans być kim chcę

I nawet kiedy będę sam nie zmienię się
To nie mój świat
Przede mną droga, którą znam
Którą ja wybrałem sam

Noc a nocą, gdy nie śpię
Wychodzę choć nie chcę
Spojrzeć na chemiczny świat
Pachnący szarością z papieru miłością
Gdzie Ty i ja 
I jeszcze ktoś, nie wiem kto
Chciałby tak przez kilka lat
Zbyt zachłannie i trochę przesadnie
Pobyć chwilę sam, chyba go znam

I nawet kiedy będę sam nie zmienię się
To nie mój świat
Przede mną droga, którą znam
Którą ja wybrałem sam


’Dla ciebie’


Dla Ciebie
Mógłbym zrobić wszystko
Co zechcesz powiedz tylko
Naprawdę na dużo mnie stać

Dla Ciebie
Mógłbym wszystko zmienić
Mógłbym nawet uwierzyć
Naprawdę na dużo mnie stać

Dla Ciebie
Zrywam polne kwiaty
Szukam tych najrzadszych
Naprawdę na dużo mnie stać

Najchętniej zamknąłbym Cię w klatce
Bo kocham na Ciebie patrzeć
Naprawdę na dużo mnie stać

To wszystko czego chcę
To wszystko czego mi brak
To wszystko czego ja
Nigdy nie będę miał

Otwórz oczy zobacz sam
Przed nami mgła

Dla Ciebie
Mógłbym zrobić wszystko
Co zechcesz powiedz tylko
Naprawdę na dużo mnie stać

Przez Ciebie
Wpadłem w głęboką depresję
Już teraz nie wiem kim jestem
Bo naprawdę na dużo mnie stać

To wszystko czego chcę
To wszystko czego mi brak
To wszystko czego ja
Nigdy nie będę miał

Otwórz oczy zobacz sam
Przed nami mgła

Zamykam oczy
Nie chcę widzieć
Nie chcę czuć
Czy to koniec już
To koniec już


’Peggy Sue nie wyszła za mąż’


Nawet gdybym upadł tak nisko
Że prawie w szaleństwo
Nawet gdyby moje miejsce
Było ciągle na zewnątrz
Nawet gdybym miał być
Prosty jak dębowe krzesło
Tylko wtedy dam sobie radę
Kiedy Ty będziesz ze mną

Peggy Sue nie wyszła za mąż
Peggy Sue już nie mieszka tu
Więc bądź i przyjdź i pozwól na to
Bym mógł z tobą być

Nawet gdybym ślepy chciał
Podążać w ciemności
Tylko wtedy wyjdę do słońca
Kiedy Ty pójdziesz ze mną
Tak naprawdę do końca

Peggy Sue nie wyszła za mąż
Peggy Sue już nie mieszka tu
Więc bądź i przyjdź i pozwól na to
Bym mógł z tobą być


’Gdzieś’


W moim pokoju pusto, zimno mi
Nie ma tutaj nic
Wracam znów nad ranem
Nie wiem skąd
Muszę gdzieś się skryć

Zapomniałem dawno jak to jest
O migdałach śnić
Zgubiłem Twoje zdjęcie
Wiem już, że nie mam teraz nic

Gdzieś na dnie
To tu gdzie jestem
Nie ma słońca
Gdzieś tam też
Mieszkają chwile te najlepsze
Gdzieś tam też
Rosną kwiaty najpiękniejsze
Wiem ja też
Nie zawsze będę mówił szeptem

Patrzę na seriale, kocha go
On ją bardzo też
Gaszę telewizor, znowu sam
Muszę teraz wyjść

Gdzieś na dnie
To tu gdzie jestem
Nie ma słońca
Gdzieś tam też
Mieszkają chwile te najlepsze
Gdzieś tam też
Rosną kwiaty najpiękniejsze
Wiem ja też
Nie zawsze będę mówił szeptem


’Kraków’


Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś
Nie miał w sobie takiej siły i
Może to ten deszcz, może przez tę mgłę
Może to mój nastrój
Ale w każdej twarzy ciągle
Widzę Cię

W uśmiechach turystów rynek tonie znów
Ktoś zakrzyknął głośno, błysnął flesz
Na Gołębiej Twój płaszcz zaczepił mnie
W wystawowym oknie
W autobusie
W tłumie gdzieś

Widzę Cię, tak wiem
Nie zrobię więcej zdjęć
Tak wiem, nie będę prosił lecz
Tak wiem, to przecież żaden grzech
Tak wiem

Kraków hejnał gra, tak wita mnie
Patrzy na mnie jakby wiedział że
Wracam po to by choć na kilka chwil
Zamknąć oczy i móc uwierzyć że

Znów widzę Cię, tak wiem
Nie zrobię więcej zdjęć
Tak wiem, nie będę prosił lecz
Tak wiem, to przecież żaden grzech
Tak wiem


’Miłość w czasach popkultury’


Moja pierwsza wielka miłość
Zaczęła się i nagle skończyła
Boleśnie, zbyt późno
Zwłaszcza dla mnie
A nie dla Ciebie
Poświęciłem dużo energii
Na to co było dla mnie wtedy
Najważniejsze, najlepsze
Dla mnie tylko, a nie dla Ciebie

Źle skończył się ten dzień
Pamiętam to
Nie wiedziałem czego chcę
Lecz teraz wiem
Że źle się skończył ten dzień
Co z tego, że jestem mało odporny

Generalnie jest teraz spoko
Zapomniałem już dosyć sporo
Zakochałem się na nowo
W brukowej gazecie i Internecie
Bo lubię zjawisko popkulturowe
Lubię filmy zwłaszcza życiowe
Romantyczne, o miłości
O mojej i Twojej ułomności

Źle skończył się ten dzień
Pamiętam to
Nie wiedziałem czego chcę
Lecz teraz wiem
Że źle się skończył ten dzień
Co z tego, że jestem mało odporny


’Noc’


Wiem, że nie chcesz jeszcze spać
Wiem, że myślisz o tym co ja
Że musisz zrobić coś, czego nie chcesz
Że musisz wybrać między złem a niebem

Jest zbyt późno proszę śpij
Jest zbyt późno więc nie mów mi
Że ktoś się potknął i przeszedł zbyt blisko
Chciał powiedzieć słowo
A powiedział wszystko

Nie bój się
Nie uciekaj przed snem
Bo sen to nic złego
Nic takiego, nic wielkiego

Kiedyś przyjdą takie dni
Kiedyś przyjdą, lecz nie dziś
Noc to pora nietoperzy
Spróbuj chociaż raz uwierzyć

Nie bój się
Nie uciekaj przed snem
Bo sen to nic złego
Nic takiego, nic wielkiego


’Alexander’


Już nie będę z Tobą kłócił się
I tak nigdy nie mam racji
Wydawać by się mogło że
Jesteśmy źle dobrani
Najgorsze jest jednak to 
Twoje rozczarowanie
Wiem zapomniałem Ci powiedzieć że
Jestem zakochany

Więc lepiej mnie zabij
Wyrzuć z pamięci
Lepiej odejdź, pozwól mi odejść
Lepiej zapomnij
Pozwól zapomnieć
Lepiej daj mi następną szansę

Wiem potrzebujesz tego czego ja
Nigdy mogę Ci nie dać
Nie dlatego że nie chcę Ci dać
A dlatego że sam tego nie mam
Najgorsze jest jednak to
Twoje rozczarowanie
Wiem zapomniałem Ci powiedzieć że
Jestem zakochany

Więc lepiej mnie zabij
Wyrzuć z pamięci
Lepiej odejdź, pozwól mi odejść
Lepiej zapomnij
Pozwól zapomnieć
Lepiej daj mi następną szansę


’My’

Ja twardy lód
Zimnem głaszczę Twoją dłoń
Ja tak prosto w twarz
Kłamię Cię każdego dnia

Ale Ty
Ty mnie dobrze znasz
Wszystko o mnie wiesz
Wiem wybaczysz mi
Że wszystko przeze mnie

Ja jeden z was
Uśmiech skrada się przez twarz
Ja namiętnie gram
Wiesz inaczej nie mam szans

Ty, Ty mnie dobrze znasz
Wszystko o mnie wiesz
Wiem wybaczysz mi
Że wszystko przeze mnie

Ty, najlepsza jaką znam
Nie trzeba wierszy nam
Nie muszę się już bać że
Wszystko przeze mnie

Ty, Ty mnie dobrze znasz
Wszystko o mnie wiesz
Wiem wybaczysz mi że
Wszystko przeze mnie

Ty, najlepsza jaką znam
Twój długi czarny płaszcz
I padał deszcz, padał deszcz


’Zamiana’


Spójrz jak wygląda moja twarz
Czy został chociaż ślad z człowieka którego znasz
Zobacz jak szybko zmieniam się
Jak mi dodaje lat każde słowo twe

Nie widzę, nie słyszę nic
Przestaję odczuwać nawet Twój
Śmiech już nie dotyka mnie
I wiem że każdy ból pomaga wznosić mój
Własny mur
Kolejna lista skarg
Czy kłamstwo to czy żart
Wiem to banalne jest

Ale ja nim mnie pożre lęk
Strzelę sobie w łeb w tą piękną noc
I znów zdławię pusty śmiech
Strzelę sobie w łeb
Już odbezpieczam następną butelkę

Wiedz, wiedz że nie poddam się
Dopóki czuję gdzieś
Płynącą we mnie krew
Póki smak życia w ustach mam
Póki zapach traw wciąż ogłusza mnie

Nie widzę, nie słyszę nic
Przestaję odczuwać nawet ból
Nie widzę, nie słyszę nic
Przestaję odczuwać nawet ból

Ale ja nim mnie pożre lęk
Strzelę sobie w łeb w tą piękną noc
I znów zdławię pusty śmiech
Strzelę sobie w łeb
Już odbezpieczam następną butelkę

I znów, tak jak nieraz już
Znów to zrobię
Wiem wyjdę z siebie
I nikt nie dosięgnie mnie
Wbiję nowy cierń
Strzelę sobie w łeb
Już odbezpieczam następną butelkę

Ale ja nim mnie pożre lęk
Strzelę sobie w łeb w tą piękną noc
Tak wiem, znowu matka noc ukołysze mnie
Gdy butelki szkłem strzelę sobie w łeb